Zwyczaj czy relacja?
Niedawno mieliśmy okres adwentowy. Przyznam szczerze, że nie jestem roratowa. Lubię wstawać rano. Super jest iść na Eucharystię jeszcze przed pracą. Jednak nie mam potrzeby, żeby w grudniu chodzić codziennie na roraty – staram się pójść raz na cały adwent 😀 I dla mnie to full. Doceniam, że jest to Msza w ciemności, przy świecach, w super klimacie, bo jest dużo tajemniczości i nie kusi aż tak rozglądać się w co są ubrani znajomi 😉 Dla mnie to duży plus rorat. Jednak czuję, że gdybym uczęszczała w nich codziennie, robiłabym to na pokaz. Ta część tradycji niestety ze mną nie rezonuje, ale może kiedyś zacznie 😉
Uwielbiam za to uczestniczenie w Eucharystii, poprzedzonej adoracją w losowy dzień tygodnia. Wtedy czuję, że robię to dla Niego. Oddaję Mu swój czas. Nigdy nie wiem na kogo trafię, więc mój mózg nie nastawia się na ekscytację ze spotkania z ludźmi. Jest to dla mnie bardzo kojące. Polecam Ci kiedyś spróbować 😀
Ciągle badam co jest dla mnie drogą do Pana, a co zwykłym przyzwyczajeniem. Jakie są moje prawdziwe intencje. Czy potrzebuję chwili ciszy, czy rzeczywiście chcę oddać swój czas Jemu na adoracji? Czasami wiem, że mam za dużo na głowie i chcę się tylko odbodźcować. Aczkolwiek nie uważam, że nie można odbodźcować się na adoracji 😀 Można! Uważam, że taka modlitwa, gdzie nic się nie mówi, tylko słucha przez 30 min, patrząc w Najświętszy Sakrament jest też piękną formą. Niestety nie pamiętam kto, ale ktoś usłyszał na adoracji, kiedy dużo mówił mu, że chce odpowiedzi na swoje pytania: “zacznij słuchać, przestań mówić!”.
Zaskoczyło mnie, jaką wielką wagę przykładają niektórzy protestanci do postu (wniosek wyciągnięty z YT i zagranicznych kanałów). Sama byłam 2-3 razy na Poście Daniela. Pamiętam, że czułam się super, waga spadła, ale wróciła do normy. No właśnie – ja, osoba, która od liceum próbuje schudnąć, widzę wszędzie jakieś “sposoby” na chudnięcie. Dlatego dopóki nie schudnę, nie będę wchodzić w poważniejszą praktykę postu. Wiem, że celem postu, ma być w dużym uproszczeniu – zbliżenie się do Boga. Nie widzę postu jako: “ja nie będę jeść czekolady, a Bóg niech da mi męża” ani “przyda mi się schudnąć, więc dwie pieczenie na jednym ogniu”. Jeżeli tak robisz – to jest Twoje, samemu trzeba rozeznać co chcemy robić, a ja nie mam zamiaru tego oceniać – pisze tylko o tych rzeczach, które ze mną rezonują lub nie 😉
Uważam, że to dobra praktyka duchowa/rozwojowa – robienie audytu życia i zastanowienie się po co i dlaczego robimy to, co robimy. Czy robimy to dla lepszej relacji z Bogiem, człowiekiem czy może na pokaz (niestety mój przypadek). Sama zaczęłam z tym walczyć poprzez zmianę Kościoła – im mniej znajomych twarzy tym dla mnie lepiej 😉
Zapraszam Cię do tej refleksji.
Odpoczynku!
Dodaj komentarz